Take zajebiste logo... nuu, fani fanom
 



Ustaw DragonBall Dale jako stronę startową :] Dodaj stronkę do ulubionych. Mejluj do nas ^_^'


Jesteś

Licznik

osobą od
10.06.2001


 

 

 


SAIYAN-JIN SAGA


Sayan Saga, czyli Saga Saiyaninów (czy jakoś tak :), jest to pierwsza saga Dragon Ball Z i jest niezwykle ciekawa: poznajemy kilka nowych postaci, dowiadujemy się prawdy o pochodzeniu Goku i jego mocy... Ale zacznijmy od początku:

Z początku przedstawiony jest Goku, który w najlepsze śmiga sobie po lesie i zbiera drewno dla...Chi chi. Wraca do domu z drzewkiem i zapytany gdzie jest 'Gohan' idzie na poszukiwania do dżungli :)

W międzyczasie na Ziemi ląduje dziwny statek z kosmosu (a raczej kapsuła i to dość mała). Pewien farmer z ciekawości podchodzi do statku by zbadać niezwykłe znalezisko. W tym momencie otwiera się właz i wychodzi z niego całkiem spory jegomość, podobny do naszego bohatera Goku.
Jest raczej wysoki i ma długie czarne włosy (porównując go z innymi to jest naprawdę wielki, i świetnie zbudowany). Wojownik jest ubrany w dziwny pancerz, a na oku ma jakiś przedmiot (jest to komunikator - scouter). Przerażony farmer chwyta za broń i strzela, ale osobnik z kosmosu odbija pocisk i zabija biedaka. Potem odlatuje z okrzykiem na ustach... Krzyczy: "Kakarotto !!!"

Potem widzimy małe, śliczne dziecko, zagubione w lesie. Chłopczyk jest dosyć osobliwie ubrany bo na czapce ma nic innego jak 4-gwiezdną Smoczą Kulę. To Son Gohan -synek Goku i Chi chi- nazwany tak po dziadku bohatera. Mały ucieka przed tygrysem (prawdopodobnie przed tym sam, który ścigał małego Goku na początku serii DB:o), i wpada do rzeki. Tak na marginesie to mały w końcu zaprzyjaźni się ze swoim niedawnym prześladowcą. Wracając do małego, to spływa on sobie z prądem, i krzyczy co sił w płucach o ratunek ('TATO!!!" :0). Goku, który poszukuje bez skutku swojego synka w końcu słyszy krzyk. Potem ratuje małego. Później razem lecą do Żółwiej Chaty by pokazać małego innym.

Goku dociera do przyjaciół, i chwali się potomkiem. Po pewnym czasie przybywa obcy z kosmosu, którego widzieliśmy wcześniej... Ma on dziwne wręcz niesamowite wieści. Twierdzi, że jest bratem Goku i że oboje pochodzą z rasy Saiya-Jin'ów (czyli po polsku Kosmicznych Wojowników ::: :). Mówi też, że prawdziwe imię Goku to Kakarotto (co na polski prztłumaczomo "Kaszalot", lub "Pajac" - to po prostu okropne!). Kosmita wyjaśnia bratu, że ich rasa zajmuje się głownie rozbojem. Niszczą oni życie na planetach, a następnie sprzedają je. Goku także jako dziecko został wysłany na Ziemię by zniszczyć jej mieszkańców, ale puknął się w głowę i zwyczajnie zapomniał o zleconej mu misji (i pewnie dlatego jest taki głupi :). Raditz, bo tak ma na imię obcy, jest o wiele silniejszy niż jakikolwiek wojownik na Ziemii. Porywa on małego Gohana, i stawia bratu ultimatum. Goku ma się do niego przyłączyć i pomóc mu zniszczyć ludzi. W zamian za to odda mu syna. Na dowód współpracy ma mu przynieść 100 ciał ludzi (ma ich najpierw zabić, rzecz jasna :), a ma na to jeden dzień. Potem przybywa Piccolo zaalarmowany taką wielką mocą (poza tym miał wcześniej do czynienia z Raditzem). Zgadzają się, że ich przeciwnik posiada olbrzymią siłą, ale razem są w stanie go pokonać. Postanowili połączyć siły.

Polecieli by znaleźć swojego przeciwnika i dzieciaka. W końcu ich znaleźli. Raditz zamknął małego w swojej kapsule, by nie słyszeć jego płaczu. Rozpoczyna się walka. Goku olał propozycję swojego brata i zamiast pozabijać ziemian, postanowił ich obronić przed swoim jebniętym braciszkiem. Rozpoczęła się walka, w której, Raditz miał wyraźną przewagę. Unikał wszystkich ataków i ogólnie klepał maski naszym bohaterom. Piccolo stracił łapę. Raditz został złapany za ogon, ale Goku dał ciała i jego łatwowierność, prawie go zgubiła. W końcu gdy mały Gohan, zobaczył, że ktoś obija jego tatuśka, tak się wkurzył, że aż ziemia zadrżała :o) W sumie to mały wyrwał się z kapsuły i wściekle zaatakował Saiyanina. Tu ujawniła się niezwykle wielka siła małego (był 2, 3 razy silniejszy od ojca, czy Piccol'a). Raditz po tym ataku opuścił gardę, i Goku wykorzystując okazję unieruchomił braciszka. Potem Piccolo użył swojego Demon Ray'a i zabił oboje (atak przebił się przez Goku i Raditz'a). Tak właśnie Kakarotto poświęcił życie dla ratowania Ziemii i synka. Raditz przed śmiercią powiedział jednak, że za rok przybędą na Ziemię jeszcze dwaj Saiyanie, i do tego są duuużo silniejsi niż on sam. Piccolo przeraził się. Ledwo dali sobie radę z jednym "cherlawym" wojownikiem, a tu jeszcze przyleci jakaś dwuosobowa banda niszczycieli planet... Wszyscy po usłyszeniu wieści postanowili trenować solidnie by stawić wrogom opór.

Piccolo, zauważył wielką moc Gohana i zabrał go na jakieś pustkowie by z nim trenować. Małemu nie było łatwo, bo Piccolo nie miał zamiaru ułatwiać uczniowi życia. Nameczanin polubił i przywiązał się do dzieciaka i pomagał mu dyskretnie, obiecując sobie, że więcej tego nie zrobi. Pojawiła się przyjaźń między małym chłopcem a "wcieleniem zła".

Goku po śmierci trafił do nieba, i pozwolono mu przebyć Drogę Węża, by spotkać Kaio i u niego trenować. Chciał się przygotować do obrony planety. W czasie podróży Goku chciał sobie ułatwić zadanie łapiąc "stopa" ale się przeliczył, bo wpadł do piekła. Tam poznał nowych "kolegów", ale w końcu wrócił z powrotem na trasę. Musiał jednak zaczynać od początku (a droga wcale nie jest krótka!). W końcu po niezwykle nudnej przeprawie, dotarł na koniec drogi. Tam znajdowała się mała planetka Kaio. Goku znalazł się tam w mig i poznał przyjaciela małego przyjaciela, czyli małpę Bubles.
Początkowo głupek pomylił małpę z mistrzem Kaio. Tutaj jeszcze jedna ważna rzecz. Goku gdy przybył na planetę Kaio, poruszał się niezwykle wolno, jak mucha w oleju. Działo się tak dlatego, że panowały tam warunki, nieco odmienne od ziemskich. Grawitacja była dziesięć razy większa!
Kaio nauczył Goku dwóch nowych technik: Kaio-ken'a, i Genki Damy. Poza tym trening na Planecie Kaio, zwiększył znacznie jego Power level i szybkość.
(Tymczasem reszta ekipy nie próżnowała. Yamcha, Tenshin'han, Krillan i Chaoz trenowali u Wszechmogącego.)

Saiyanie w końcu dotarli na Ziemię. Po wylądowaniu zniszczyli miasto. Chcieli, oprócz oczyszczenia planety, załatwić zabójców Raditza, a także znaleźć Smocze Kule i prosić Smoka o nieśmiertelność. Wtedy mogliby pokonać Friezę. Tymi Saiyaninami byli Vejita i Nappa. Pierwszy, niewielkiego wzrostu i ogólnie wyglądający na cieniasa, a drugi z kolei wielki, ponad dwumetrowy paker, o mięśniach większych od głowy. Gdy spotkali ziemskich wojowników zasadzili pięć dziwnych nasion, z których wykluły się (wyrosły???) okropne kreatury - Saibman'i. Każdy z potworów miał moc równą 1200. Jeden z nich zabił Yamchę podstępnym, samobójczym atakiem.
Po pokonaniu Saibman'ów przyszedł czas na Nappę. Ten ostatni klepał wszystkich jak chciał, nie zrobił na nim wrażenia nawet samobójczy atak Chaoza. I tak mały, blady łysol stracił życie na darmo. Poza tym Piccolo również stracił życie w obronie Gohana (czego się nie robi w imię przyjaźni?) gdy małego zaatakował Nappa.

Goku z pomocą genialnego Żółwia został przywrócony do życia. Aureolka znikła i jedyne co nasz bohater musiał teraz zrobić by ocalić przyjaciół, to wrócić z powrotem Drogą Węża...
W końcu jednak dotarł na Ziemię, i szastająć nieco mocą pokazał co umie. Użył nowo poznanej techniki Kaio-ken, i poobijał Nappę, który w końcu prosił o pomoc Vejitę. Otrzymał jedynie śmierć. W końcu rozpoczęła się walka Goku z drugim wrogim Saiyaninem. Ten był jednak o wiele silniejszy niż kolega po fachu - Nappa. W jej trakcie Vejita użył Energy ball'a - czyli kuli, która imitowała księzyc i przmienił się w Oozaru. Sytuację uratował Yajirobę swym podstępnym i tchórzliwym atakiem, odcinając Saiyaninowi ogon. Goku nie był w końcu w stanie walczyć, ani wykonać ataku, więc przekazał wcześniej wygenerowaną Genki-Damę Krillanowi. Ponad to Gohan również zmienił się w Oozaru z pomocą Energy ball'a Vejity. W końcu Vejita mocno osłabiony walką i doprowadzony prawie do śmierci przez kolejny tchórzliwy atak w plecy wykonany przez Yajirobe'a musiał uciekać do swojej kapsuły.

Ponieważ zginął Piccolo, umarł również Kami-sama, a z nim znikły Smocze Kule. Z Kulami znikła możliwość na ożywienie kumpli, więc wszyscy byli nieźle zdołowani. Pojawiła się jednak nadzieja, gdyż Krillan usłyszał jak Vejita mówił o rodzinnej planecie Piccola, czyli o Namek. Na Namek również istnieją Smocze Kule, więc postanowiono, by ktoś tam poleciał kapsułą Nappy i zrobił co trzeba. Niestety nadzieja umarła, gdyż Bulma niefortunnie nacisnęła nieodpowiedni przycis i kapsuła uległa zniszczeniu. Wszystkich ogarnęła panika, rozpacz i złość. Sytuację uratował Mr. Popo, mówiąc, że istnieje jeszcze jeden statek, który jest zdolny dolecieć na Namek w krótkim czsie. Jest to statek kosmiczny, na którym przyleciał na Ziemię Kami-sama (znaczy Wszechmogący z polskiego :). I tak Gohan, Bulma i Krillan wyruszyli w kosmos na poszukiwanie Smoczych Kul...

 

[Powrót]

 

 

 





 

 

 

 

(c)opyright  by Eljot&Gusio 2001 All Rights Reserved - www.dbdale.prv.pl